Witam Was kochani...
Coraz mniej chce mi się do tego Lublina jeździć...Prawda robie to o czym zawsze marzyłam,ale cóż poradzić że już jestem znienawidzona przez dwie babki,które na chama chcą mi postawić 2 chociaż się nauczyłam:(
Po za tym przyjeżdżam i mam coraz mniej czasu na znajomych,nawet Was rzadko komentuje,niestety tam neta nie mam...Może już niedługo??
Coraz więcej ludzi mnie przekonuje bym psa nie brała...Ale to jest jedyne żywe stworzenie jakie mogę zabrać z domu,więc co mi się dziwią...No cóż życie nas nie rozpieszcza i ja się o tym przekonałam...Nie wiem co już pisać więc kończę...Do napisania...Pa:*
źźźźźllleee....
Let me go home...
Chce juz wracac do moich koffanych życzliwych ludzi...
Mam dość...
Nie ma do kogo się przytulić...
Wyżalić...
Następuje autodestrukcja organizmu...
Help...
;(;(;(;(;(;(
Nareszcie w domciu...
Nie daje już rady...
Anatomia w plecy...
Biologia w plecy...
Chemia w plecy-ba mam jakiegos komisa,a ponoc po kolokwium nie ma komisów...
Ucze sie jak durna,a nic mi nie wychodzi,to trzeba miec cholernego pecha...
Jak się cieszę,że już w domciu jestem,nawet nie wiecie jak bardzo:)Tego mi było trzeba....Widziałam Rafałka-oh jak sie za nim stęskniłam,znów włoski zapuścił-tak jak kiedyś:)cudnie wygląda...Szkoda,że tylko cześć zamieniliśmy...Ale miałam wrażenie,że przygląda mi się,że patrzy inaczej niż zwykle...Nie wiem,ale wiem jedno,że coraz bardziej kocham tego chłopaczka...Gdyby tylko on dał mi szansę...